środa, 8 kwietnia 2015

Sezon narciarski, no prawie, zakończony [albo i nie]

Z punktu widzenia uczennicy gimnazjum, powinnam już spać, a przynajmniej leżeć w łóżku umyta, odświeżona i gotowa na jutro. No ale znając mnie, musiałam was natychmiastowo powiadomić was o pewnych rzeczach.
Tytuł trzyma w niepewności, nawet ja nie wiem co chciałam przez to powiedzieć, no ale pomińmy.
Jutro jest czwartek. Czwartek... JUTRO JEST CZWARTEK?!?!? Oł shit, ja nie chcę do szkoły. Prawdopodobny sprawdzian z religii [kto, cholera, robi sprawdziany z religii, a zwłaszcza, że nic nie robiliśmy od początku roku, DOSŁOWNIE NIC, tylko jakieś dyskusje nie na temat], kartkówka z angielskiego - czasowniki nieregularne [pani chyba zapomniała, że taką samą kartkówkę pisaliśmy w zeszłym roku], a ja niestety to umiem już od jakiś 4 lat jak nie więcej. Co jeszcze... A technika - bla bla modelabla bla kartkbla bla pocztobla.
Taaa... Bardzo dużo wiecie...
Piętek, piątunio, piąteczek :*
Od 7.30 do 12 wycieczka. Taka mikro - w sumie 20 osób z wszystkich klas 2 gimnazjum, w tym ja i 3 osoby z mojej klasy itp. itd. Jakaś Fabryka TAKT, kojarzy ktoś, w jakiś [chyba] Bolesławie koło Olsztyna [tego jestem pewna].
Następnie w planach było pójście do kina z bratem na premierę szybkich i Wściekłych 7 [kojarzycie??]. Ale niestety jak to los chciał, plany się zmieniły.
TA-DAAM!! [nawiązanie do tytułu poniżej]
Jest wyjazd na Kasprowy Wierch na narty [dla dobrze jeżdżących]. W piątek wyjazd o 17, nocleg w Zakopanem, sobota, jeżdżenie na nartach do 13 i powrót do Krakowa.
To nie byłoby ekscytujące i stresujące, gdyby nie to, [jeśli to czytasz, napisz w komentarzu "ad hoc"] że pierwszy raz jadę na Kasprowy Wierch. Nawet teraz JUŻ mnie telepie po rękach. Tak mam gdy się stresuję i nie jestem spokojna [spokojnie, jestem spokojna].
ZDJĘCIA [tak dla ożywienia posta]:
Jezu!! Tak patrząc na te zdjęcia [i inne] stwierdzam, że jak jest duuużo śniegu, to może być pięknie. Znalazłam w google takie zdjęcie [ale go tu nie wstawiłam, bo zestresują się jeszcze bardziej], na którym ktoś zjeżdża z góry. Mam wrażenie, że jest tak samo stromo, tak jak we Włoszech, gdzie byłam. Tylko nie pamiętam jaka to była góra, ale pamiętam, że nieźle mi szło dopóki nogi mnie nie rozbolały [prawie skurcz złapałam] i się nie przewróciłam. Znajomy taty musiał mnie "odholowywać", żeby panienki [które myślały, że umieją jeździć] jadące na krechę, na łeb, szyję, mnie nie rozjechały. Taa... A potem tyłek bolał. Ale wtedy byłam dumna z siebie, bo 1. Nie byłam tak bardzo doświadczona jak teraz i nie byłam Demostratorem; 2. Przejechałam połowę stoku, bez pomocy, zważywszy na to, że inni [którzy ze mną byli] schodzili, albo zjeżdżali, cały czas się glebiąc.


Dobra tyle tego dobrego. Teraz to naprawdę muszę iść. Dobranoc, miłej nocy, czwartku [brrr...], piątku i weekendu/


PS. Proszę was, komentujcie, choćby po to, żebym wiedziała, że dla kogoś piszę.
PSS. Zapraszam na:
http://labratsopowiadania.blogspot.com/
http://thisisawar-ewa-zuza.blogspot.com/
PSS. Proszę was o to samo, co w pierwszym PS

3 komentarze:

  1. Zazdro ;* Też bym chciała na narty ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zostałaś nominowana do tagu książkowego ;)
    Szczegóły tutaj http://booksybooksyinietylko.blogspot.com/2015/04/book-tag.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Piekny wyjazd, liczę że będzie foto relacja po

    OdpowiedzUsuń

Jeśli skomentowałeś/aś dziękuję, to mnie motywuje.
Jeśli twój blog będzie ciekawy, zawsze zaobserwuję, więc nie musisz pisać o obserwowaniu.
Jeśli piszesz już któryś raz komentarz, nie musisz pisać adresu bloga.