czwartek, 26 lutego 2015

Konbanwa

Cześć!
Kuso! Nie wiem co chciałam napisać... *prycha*
Akwarium właśnie zgasło...mmm... Rybki idą spać, a ja mam jeszcze się spakować na jutro i... kuso! Miałam sprawdzić e-dziennik. On kiedyś mnie dobije, a zwłaszcze że ostatnio przeniósł swoją działalność naszej szkoły z Librusa, na jakąś... baka ...Synergię, która o wiele nie jest lepsza. No może trochę bardziej przejrzysto^komputerowa wersja, ale chrzanić, chrzanić to!!!!
Jestem zmęczona po pierwszym dniu po feriach, zagubieniu się w grupach [bo teraz mamy 3 lekcje podzielone; grupa 1-10 ma jakąś lekcje, a grupa 11-20 ma inną lekcję; i tak 3 lekcje; a my nie wiedzieliśmy, która grupa co ma], po 7 lekcjach w sumie, po basenie i *teraz* za chwilę po wielu nieobowiązkach, które sobie wyznaczę. A na myśl o jutrzejszym dniu, jestem jeszcze bardziej zmęczona, booo... mam lekcje od 8-15; o 1h dłużej niż dzisiaj. Gdyby nie zajęcia dodatkowe, na które mam obowiązek chodzić z powodu swojej niepełnosprawności, to jutro zawlokłabym swój tyłeczek dopiero na godz. 9.40, bo cholera znowu nie ma Zajęć Fakultatywnych, czy jakkolwiek się to nazywa. Ale praktycznie patrząc, to plan lekcji na wtorek nie zmienił się wogóle.
O boże! A w środę znowu na 8 mam iść, podczas gdy inni będą się powoli przygotowywać do szkoły lub jeszcze spać, jak to woli.
Dopiero w czwartek się wyśpię bo na... yatta *bez wykrzyknika, to czyli smutne* ...11.30, w zamian kończymy o 17. Ale dziwnie nam to zrobili, ponieważ pierwsza lekcja to religia, jakieś 4 lekcje, a najdziwniejsze jest to że ostatnią lekcją jest znowu religia. Prrrhh...
A piątunio jest luźniejszy jeśli chodzi o godziny, bo jedna godzina uciekła do czwartku *ta ostatnia religia* i zamiast kończyć o 14.25, kończymy o 13.20... To już jakiś sukces.
*
*
*
*
O boże! Masakra! Kuso! Baka!
Alem się rozpisałaa...
Piszę na telefonie, więc nie wiem ile to tak naprawdę zajmuje...
*mam dziwną schizę, znowu próbowałam napisać ę tam gdzie być nie powinno*
*
*
*
Sayonara!
*
*
*
Oyasumi nasai!
*
*
*
PS. Mam kolejną schizę, kocham japońskie słówka z mang/anime...

sobota, 14 lutego 2015

One-shot - Bez Nazwiska cz. 2

Tony otworzył drzwi i wpuścił do środka Ianę. Iana weszła z zadartą głową, bezwiednie ściągnęła buty i rozglądnęła się po mieszkaniu. Było niewielkie, z małym pięterkiem i oknami na całą ścianę. Z przedsionka wchodziło się do salonu oddzielonego blatem od kuchni. Z salonu do miniaturowej łazienki, która pomimo swej niewielkiej powierzchni mieściła wszystko co potrzebne. W salonie, który był największym pokojem, są schody prowadzące na pięterko. Na górze był jeden pokój, kiedyś sypialnia Tony'ego, teraz są dwa rozdzielone niebieską kotarą. Tony pomógł swojej podopiecznej wspiąć się na spiralne schody. Wskazał pokój oddzielony od sypialni. Iana niespodziewająca się niczego dobrego, odchyliła kotarę. Widząc swój własny pokoiku, aż się zachłysnęła powietrzem. W jej szklistych oczach pojawiły się łzy, na których widok opiekun się wystraszył. Jednak zanim zdołał jakoś zareagować, poczuł małe rączki obejmujące jego brzuch. Spojrzał w dół i dostrzegł pod zalaną łzami twarz, najszerszy uśmiech, jaki kiedykolwiek widział. Pociągnęła go za rękaw w dół, więc kucnął. Iana rzuciła mu się na szyję, szepcząc podziękowania do jego ucha. Objął ją niepewnie, na co ona wtuliła się jeszcze mocniej.
***
- Wiedziałeś! -wykrzyknęła, kiedy już siedzieliśmy przy stole jedząc późne śniadanie, po zadomowieniu się nowego lokatora.
- Ale co wiedziałem? -spytałem, pomimo, że wiedziałem o co jej chodzi.
- Że to mój ulubiony kolor. Nie wymówisz się tym, że to normalny kolor dla dziewczyn, bo takowy jest różowy, fioletowy czy może nawet czerwony. Ale na pewno nie niebieski i brązowy.
- Dobra. Masz mnie. Masz rację.
- Masz psa.
- To stwierdzenie czy pytanie?
- Stwierdzenie, w szafce masz karmę, spod telewizora wystają zabawki typowe dla zwierząt i w przedsionku jest legowisko uderzająco podobne do wycieraczki. Jak się wabi?
- Spostrzegawcza jesteś, ale pominęłaś jedno: mam dwa psy. Jethro i Kate.
- Jestem dzieckiem. Nie jestem wszystkowiedząca.
- Interesujesz się...?
- Niczym szczególnym. Lubię zgadywać różne rzeczy, na podstawie otoczenia.
- Wiesz że to idzie w kierunku detektywa lub policjanta?
- Wiem. Mój tata był policjantem. To on wszystkiego mnie nauczył. Był najlepszy.
- Tak, wiem. Miałem też zaszczyt z nim pracować. A dokładniej, to byłem jego uczniem, nazywał mnie Dzieciakiem, bo zawsze plątałem się między nogami, jak małe dzieci w tłumie.
- Byłeś jego ulubieńcem. Pamiętam, jak opowiadał mi przygody z komisariatu. W każdej opowieści pojawiał się Dzieciak. Młody policjant, świeżo po maturze i letnich studiach*, z życiowym doświadczeniem, przyciągającym kłopoty, jak magnes metal.
- Masz dobrą pamięć.
- Wiem. Dzięki temu pamiętam tatę, którego nie chcę zapomnieć.
***
Po kilku dniach...
Tony postanowił zabrać Ianę na spacer. Miał w planach przejść przez park, obok rzeki, wstąpić do przyjaciółki, odebrać psy, zerknąć repertuar kina i zakończyć wycieczkę w komisariacie. Plan się udał do połowy, doszli do przyjaciółki Tony'ego, jednak spotkała ich śnieżyca, więc musieli pominąć kino i pojechać taksówką na komisariat, bo do tramwaju nie wpuszczają z dwoma psami. Na komisariacie, wszystkim zrobiło się miło, gdy poznali podopieczną młodego policjanta, jak dotychczas najmłodszego. Tony został wezwany do swojego szefa, więc zostawił świetnie bawiącą się dziewczynkę z policjantami. Wszedł do gabinetu swojego szefa, Rhodey'a Ermounta. Usiadł na krześle naprzeciwko niego. Rhodey był szefem młodego po tym jak umarł jego poprzedni szef i mistrz, traktował go jak podwładnego, ucznia i przyjaciela jednocześnie, zawsze wiedział w jakim momencie kim ma dla niego być.
***
- I jak?
- Jest szczęśliwa. Spostrzegawcza, tak jak mistrz. Jest bardzo do niego podobna.
- Wiem, że tęsknisz za nim. Przeżyłeś wiele, tak samo Iana. Zajmij się nią, możesz jej pomóc.
- Wiesz co?
- Co?
- Ona wiedziała kto to Dzieciak.
- Masz już coś?
- Kochała swojego ojca i z wzajemnością. Nauczył ją wszystkiego, co i mnie nauczył. Nie widzę motywu.
- Tony... -wołany spuścił głowę.
- Nie wiem czy sobie poradzę... Ona-a... Ja... ja... -zaczął się jąkać.
- Tony...
Nagle na kolanach Tony'ego pojawiła się Iana, jedną drobną rączką podniosła podbródek policjanta, a drugą starła łzy, które zdążyły wypłynąć.
- Toni... Nie płacz... Lubię cię, bardzo cię lubię. Zaobserwowałam baaardzo dużo. I wiem że dasz radę. Ciii... nie płacz. Pierwszy raz widzę, i już nie lubię gdy płaczesz, masz wtedy taką smutną minkę. Zupełnie nie podobną do tej co masz zawsze.
Iana zerknęła za ramię, Rhodey podpierał się łokciami o blat biurka i lekko się uśmiechał. Natomiast za szklaną ścianą stali wszyscy obecni w biurze policjanci, którzy obserwowali sytuację. Widać że niektórzy są wzruszeni. Za drzwiami było słychać szuranie, dopóki ktoś się nie zlitował i nie otworzył drzwi. Do gabinetu wpadły dwa psy. Kate przypadła do dwójki na krześle i polizała spuszczoną rękę swojego pana. Jehtro skoczył pod biurko i wystawił łepek po drugiej stronie, na kolanach Rhodey'a, który zaraz zaczął go tarmosić za uszami.
***
Kiedy wrócili do domu było już ciemno. Iana, aby poprawić humor Tony' emu, zmusiła go do pójścia z nią w pewne miejsce, która pamięta z czasów, gdy jej tata żył. Poszli do opuszczonego parku, na obrzeżach miasteczka. Pobłądzili ok. 15 minut, zanim znaleźli cel wędrówki. Iana pokazała swojemu opiekunowi domek na drzewie, w którym kiedyś spała w piękne gwiaździste noce. Rzeczy, które tam się znajdowały, były nietknięte, tylko zakurzone przez tak długi odstęp czasu. Tony' emu rzeczywiście poprawił się humor, po tym, jak zobaczył album pełen zdjęć, na których byli on, Iana i mistrz, ojciec Iany. Dziewczynka kazała wziąć album i wszystkie zdjęcia w ramkach, postawione lub powieszone dosłownie wszędzie. Kiedy byli już w domu, Iana postawiła w całym domu zdjęcia, mówiąc, że od jutra zacznie ozdabiać ramki. A album postawiła na półce z książkami Tony' ego. Młody policjant ucieszył się, z powodu, że w końcu ma jakieś zdjęcia mistrza, który był dla niego jak ojciec.
*letnie studia- studia, które trwają całe wakacje, przyspieszony kurs, zaraz po maturze.
***
Długo mi się to pisało, ale w końcu się napisało.
kończyła to będąc jeszcze w autobusie, w drodze na obóz, do Wisły.
Rok temu tam byłam i dwa lata temu, i trzy...
Mam nadzieję że warunki będą dobre.

poniedziałek, 9 lutego 2015

Lazing, very big lazing

Niby odwiesiłam bloga, ale ciągle jestem "zacofana". Wybiłam się z rytmu, więc totalnie nie wiem co mam pisać...
Opublikowane filmiki, były tylko taką odnogą, bo komuś się nudziło (czyt. MI)
Co do One-shota, zastanawiam się czy nie zrobić drugiej części. [tylko nie podoba mi się, że pomimo mojej tak długiej nieobecności pojawiło się tylko 3 komentarze]
Co do komentarza jednej osoby, to: "dzięki wpływom" matki Ilana trafiła do poprawczaka, zresztą to jest fikcyjny świat, więc nic nie musi się zgadzać z rzeczywistością.
*
*
"Mogłabym dopisać nawet, że na polu pasły się latające, zielone krowy, a podwórka pilnują koty, będące przywiązanie na łańcuchu do budy, po śmietnikach gonią się dwa różowe psy walczące o grillowaną mysz, czy może nawet o tłustego frytka, wyrzuconego przez cyborga, chcącego być wielce szanowany człowiekiem, którym być nie może, bo na człowieka nie wygląda. A ty nic nie mógłbyś zrobić, bo nie masz na mnie wpływu."
Tak wyglądałaby moja odpowiedź na komentarz, który mówi o tym że coś nie pasuje -gdyby pojawił się na moim blogu, albo który pojawił się na innym blogu. Każdy pisze swoją historię, każdy ma swój własny sposób patrzenia na świat. Podoba mi się jak widzę że każdy ma swój -bardzo różny od mojego- punkt widzenia. Dlatego jestem WIELCE tolerancyjna.
*
*
*
*
*
Bardzo was przepraszam. Za to wyżej...
Po prostu, przed pisaniem tego CZEGOŚ, czytałam komentarze na blogach, które czytam -nic nie powiem- aż się we mnie zagotowało.
*
*
*
A teraz przepraszam, muszę ochłonąć.
*
*
*
Tylko ciekawe jak skoro zalukaj i kinoman mi nawala... atak bardzo chciałam oglądnąć Agentów NCIS... T.T
BYE BYE...