niedziela, 16 sierpnia 2015

0.1. We will need someone to lean on

W domu była naprawdę wielka krzątanina.
Clarise była u nas. Gdy tylko bliźniaczki odkryły jej obecność, przyległy do niej. 
Jako, że nie miałem obowiązku uczestniczenia w tym "czymś", czmychnąłem na górę do swojego pokoju. Klapnąłem na łóżko i sięgnąłem na stolik nocny, na którym powinna była leżeć książka. 
Jednak nie wyczułem miękkiego papieru na drewnie.
Otworzyłem oczy i zerknąłem na półkę pełną książek. Na niej znajdowały się książki, należące niekoniecznie do mnie. Były tam romansidła Kate, książki przyrodnicze i podróżnicze mojego taty, dla dzieci - moich sióstr. Znajdzie się nawet poradnik dla mamy, książka Clarise. Reszta jest moja, w większości to lektury, bo jak to tata powiedział: "szkoda by było gdyby lektury szkolne, nieczęsto czytane, kupowane, zalegały na półkach w księgarniach". Szukałem tej jednej książki, którą musiałem przeczytać, tak od zaraz. Clarise tego wymaga. Już stałem pod półką i wyszukiwałem wzrokiem mojego celu.
Jest!! Znalazłem... Nie no na serio? Kto wymyślił takie wysokie półki? Albo inaczej. Kto mi wyrzucił [poprawka] tak wysoko książkę?!? No kto, do cholery jasnej?
Jako, że nie dosięgałem taak wysoko, nawet na czubkach palców u nóg [a ja to kto, balerina?], musiałem wziąć krzesło, z którym naprawdę jestem blisko.
A jakby inaczej, podczas gdy tata i macocha są dla mnie olbrzymami, bliźniaczki są większe niż ja gdy byłem w ich wieku, tak samo mała Barbara, mająca półtora roku.
Wszedłem na mebel i sięgnąłem ręką. Wyczuwałem kanty książki pod palcami, ale szukałem książki w poziomej pozycji. Dotknąłem, ledwo musnąłem, gdy nagle ktoś otworzył z trzaskiem drzwi. Zachwiałem się na nogach krzesłach i BACH! Na tyłek, na podłogę. Trochę to bolało.
- Jezu! Krzysiu! Nic ci nie jest? - odwróciłem się do sprawcy tego wypadku, zauważyłem Kate trzymającą na rękach Babrę.
- Nic by się nie stało, jakbyś ZNOWU nie wchodziła do mojego pokoju BEZ pukania. Który już to raz? 10 w tym tygodniu?
Kate tylko się uśmiechnęła. Weszła do pokoju, posadziła Barbarkę na moim łóżku, podeszła do ściany z półkami, odsunęła krzesło i nawet nie wyciągając specjalnie ręki w górę, ściągnęła książkę, dla której poświęciłem swój tyłek. Pomogła mi wstać i podała książkę.
- Zajmij się małą. Mam klienta w kancelarii. Jakby co bliźniaczki są w ogrodzie, za jakieś pół godziny Clarise będzie musiała wracać do domu, dlatego zajmij się, po jej wyjściu, bliźniaczkami. Jakieś jedzenie na pewno znajdziesz w kuchni czy w spiżarni. Okey?
- Okey.
Kobieta wyszła. Na łóżku siedziała mała dziewczynka, z prawie czarnymi włosami, która był kolejnym dzieckiem, które wręcz mnie kochało, a zwłaszcza za te moje włosy i pieszczoty. Cóż, nie moja wina, że uwielbiam dzieci.
- Hej Barbarko. Co dziś robimy?
- Gholki, gh-hh gholki.
Pewnie się zastanawiacie co to są "gholki", a mianowicie moje włosy. Taaak... Moja siostrzyczka, usłyszała od naszej ciotki, która mieszka za granicą, że moje włosy są przepięknie gold  i przypominam jej tiny angel. No już większego upokorzenia, nie mogłem znieść, a miałem szczęście, że to było tylko na forum rodziny. Pomijając to, że od tamtego momentu mówią na mnie tiny angel,  nie wyszło to poza rodzinę.
Ale wracając mała roczna Barbarka to usłyszała w dużym niekształceniu, a potem kiedy już byłem z nią sam na sam zaczęła mówić na moje włosy gholki. Do dziś się zastanawiam dlaczego gholki... A nie np. gholdi  albo ghadel, bo to byłoby zrozumiałe,
Nosz cholera, znowu myślę, nie o tym co trzeba.
Barbarcia już zdążyła się zająć moimi włosami. Zmieniłem pozycję, leżałem na brzuchu podparty na ramionach, żeby czytać książkę, a mała półsiedząc półleżąc na moich plecach bawiła się w najlepsze moimi włosami. I tak minęło nam pół godziny, kiedy to Clarise przyszła do mojego pokoju, żeby odstawić bliźniaczki i się pożegnać z naszą dwójką. Powiedziała jeszcze tylko, żebym dał jeść dziewczynom i sam siebie dokarmił.
Ona też niestety narzeka na mój niiiiski wzrost, ba!, nawet "oskarżyła" mojego tatę i Kate o głodzenie mnie. Zresztą nie dziwię się jej, ma już szyba dość wygrywania ze mną w pojedynkach. Och, te dzieciństwo.
Odłożywszy książkę na półkę, uprzednio wkładając zakładkę, wziąłem Babrę na ręce i zszedłem na dół. Po posadzeniu dziewcząt na swoje miejsca, wróciłem się na korytarz, by zamknąć drzwi wyjściowe. 

***
Tytuł tj. fragment piosenki Lean on,  którą wręcz kocham
(na razie nie mam pomysłu na tytuł, więc zostanie taki jaki jest)

3 komentarze:

  1. Zszokowany jestem jednym słowem, powiedział bym bardzo niecenzuralnym w tym opowiadaniu :-(

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapomniałam ostrzec, iż pojawia się niecenzuralne słowo, a miałam już plany jak to napiszę, więc przepraszam Cię Rycho Rysiu
    Adminka Zu

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepraszam, że będzie krótko, ale już późno, a ja mam jeszcze trochę do roboty... Ale chciałam tylko powiedzieć, że ten pierwszy rozdział jż mnie zaciekawił :) No bo... Gholki! :D I co będzie dalej? Czekam na następne rozdziały! :)
    Weny! ^-^

    OdpowiedzUsuń

Jeśli skomentowałeś/aś dziękuję, to mnie motywuje.
Jeśli twój blog będzie ciekawy, zawsze zaobserwuję, więc nie musisz pisać o obserwowaniu.
Jeśli piszesz już któryś raz komentarz, nie musisz pisać adresu bloga.