sobota, 14 lutego 2015

One-shot - Bez Nazwiska cz. 2

Tony otworzył drzwi i wpuścił do środka Ianę. Iana weszła z zadartą głową, bezwiednie ściągnęła buty i rozglądnęła się po mieszkaniu. Było niewielkie, z małym pięterkiem i oknami na całą ścianę. Z przedsionka wchodziło się do salonu oddzielonego blatem od kuchni. Z salonu do miniaturowej łazienki, która pomimo swej niewielkiej powierzchni mieściła wszystko co potrzebne. W salonie, który był największym pokojem, są schody prowadzące na pięterko. Na górze był jeden pokój, kiedyś sypialnia Tony'ego, teraz są dwa rozdzielone niebieską kotarą. Tony pomógł swojej podopiecznej wspiąć się na spiralne schody. Wskazał pokój oddzielony od sypialni. Iana niespodziewająca się niczego dobrego, odchyliła kotarę. Widząc swój własny pokoiku, aż się zachłysnęła powietrzem. W jej szklistych oczach pojawiły się łzy, na których widok opiekun się wystraszył. Jednak zanim zdołał jakoś zareagować, poczuł małe rączki obejmujące jego brzuch. Spojrzał w dół i dostrzegł pod zalaną łzami twarz, najszerszy uśmiech, jaki kiedykolwiek widział. Pociągnęła go za rękaw w dół, więc kucnął. Iana rzuciła mu się na szyję, szepcząc podziękowania do jego ucha. Objął ją niepewnie, na co ona wtuliła się jeszcze mocniej.
***
- Wiedziałeś! -wykrzyknęła, kiedy już siedzieliśmy przy stole jedząc późne śniadanie, po zadomowieniu się nowego lokatora.
- Ale co wiedziałem? -spytałem, pomimo, że wiedziałem o co jej chodzi.
- Że to mój ulubiony kolor. Nie wymówisz się tym, że to normalny kolor dla dziewczyn, bo takowy jest różowy, fioletowy czy może nawet czerwony. Ale na pewno nie niebieski i brązowy.
- Dobra. Masz mnie. Masz rację.
- Masz psa.
- To stwierdzenie czy pytanie?
- Stwierdzenie, w szafce masz karmę, spod telewizora wystają zabawki typowe dla zwierząt i w przedsionku jest legowisko uderzająco podobne do wycieraczki. Jak się wabi?
- Spostrzegawcza jesteś, ale pominęłaś jedno: mam dwa psy. Jethro i Kate.
- Jestem dzieckiem. Nie jestem wszystkowiedząca.
- Interesujesz się...?
- Niczym szczególnym. Lubię zgadywać różne rzeczy, na podstawie otoczenia.
- Wiesz że to idzie w kierunku detektywa lub policjanta?
- Wiem. Mój tata był policjantem. To on wszystkiego mnie nauczył. Był najlepszy.
- Tak, wiem. Miałem też zaszczyt z nim pracować. A dokładniej, to byłem jego uczniem, nazywał mnie Dzieciakiem, bo zawsze plątałem się między nogami, jak małe dzieci w tłumie.
- Byłeś jego ulubieńcem. Pamiętam, jak opowiadał mi przygody z komisariatu. W każdej opowieści pojawiał się Dzieciak. Młody policjant, świeżo po maturze i letnich studiach*, z życiowym doświadczeniem, przyciągającym kłopoty, jak magnes metal.
- Masz dobrą pamięć.
- Wiem. Dzięki temu pamiętam tatę, którego nie chcę zapomnieć.
***
Po kilku dniach...
Tony postanowił zabrać Ianę na spacer. Miał w planach przejść przez park, obok rzeki, wstąpić do przyjaciółki, odebrać psy, zerknąć repertuar kina i zakończyć wycieczkę w komisariacie. Plan się udał do połowy, doszli do przyjaciółki Tony'ego, jednak spotkała ich śnieżyca, więc musieli pominąć kino i pojechać taksówką na komisariat, bo do tramwaju nie wpuszczają z dwoma psami. Na komisariacie, wszystkim zrobiło się miło, gdy poznali podopieczną młodego policjanta, jak dotychczas najmłodszego. Tony został wezwany do swojego szefa, więc zostawił świetnie bawiącą się dziewczynkę z policjantami. Wszedł do gabinetu swojego szefa, Rhodey'a Ermounta. Usiadł na krześle naprzeciwko niego. Rhodey był szefem młodego po tym jak umarł jego poprzedni szef i mistrz, traktował go jak podwładnego, ucznia i przyjaciela jednocześnie, zawsze wiedział w jakim momencie kim ma dla niego być.
***
- I jak?
- Jest szczęśliwa. Spostrzegawcza, tak jak mistrz. Jest bardzo do niego podobna.
- Wiem, że tęsknisz za nim. Przeżyłeś wiele, tak samo Iana. Zajmij się nią, możesz jej pomóc.
- Wiesz co?
- Co?
- Ona wiedziała kto to Dzieciak.
- Masz już coś?
- Kochała swojego ojca i z wzajemnością. Nauczył ją wszystkiego, co i mnie nauczył. Nie widzę motywu.
- Tony... -wołany spuścił głowę.
- Nie wiem czy sobie poradzę... Ona-a... Ja... ja... -zaczął się jąkać.
- Tony...
Nagle na kolanach Tony'ego pojawiła się Iana, jedną drobną rączką podniosła podbródek policjanta, a drugą starła łzy, które zdążyły wypłynąć.
- Toni... Nie płacz... Lubię cię, bardzo cię lubię. Zaobserwowałam baaardzo dużo. I wiem że dasz radę. Ciii... nie płacz. Pierwszy raz widzę, i już nie lubię gdy płaczesz, masz wtedy taką smutną minkę. Zupełnie nie podobną do tej co masz zawsze.
Iana zerknęła za ramię, Rhodey podpierał się łokciami o blat biurka i lekko się uśmiechał. Natomiast za szklaną ścianą stali wszyscy obecni w biurze policjanci, którzy obserwowali sytuację. Widać że niektórzy są wzruszeni. Za drzwiami było słychać szuranie, dopóki ktoś się nie zlitował i nie otworzył drzwi. Do gabinetu wpadły dwa psy. Kate przypadła do dwójki na krześle i polizała spuszczoną rękę swojego pana. Jehtro skoczył pod biurko i wystawił łepek po drugiej stronie, na kolanach Rhodey'a, który zaraz zaczął go tarmosić za uszami.
***
Kiedy wrócili do domu było już ciemno. Iana, aby poprawić humor Tony' emu, zmusiła go do pójścia z nią w pewne miejsce, która pamięta z czasów, gdy jej tata żył. Poszli do opuszczonego parku, na obrzeżach miasteczka. Pobłądzili ok. 15 minut, zanim znaleźli cel wędrówki. Iana pokazała swojemu opiekunowi domek na drzewie, w którym kiedyś spała w piękne gwiaździste noce. Rzeczy, które tam się znajdowały, były nietknięte, tylko zakurzone przez tak długi odstęp czasu. Tony' emu rzeczywiście poprawił się humor, po tym, jak zobaczył album pełen zdjęć, na których byli on, Iana i mistrz, ojciec Iany. Dziewczynka kazała wziąć album i wszystkie zdjęcia w ramkach, postawione lub powieszone dosłownie wszędzie. Kiedy byli już w domu, Iana postawiła w całym domu zdjęcia, mówiąc, że od jutra zacznie ozdabiać ramki. A album postawiła na półce z książkami Tony' ego. Młody policjant ucieszył się, z powodu, że w końcu ma jakieś zdjęcia mistrza, który był dla niego jak ojciec.
*letnie studia- studia, które trwają całe wakacje, przyspieszony kurs, zaraz po maturze.
***
Długo mi się to pisało, ale w końcu się napisało.
kończyła to będąc jeszcze w autobusie, w drodze na obóz, do Wisły.
Rok temu tam byłam i dwa lata temu, i trzy...
Mam nadzieję że warunki będą dobre.

1 komentarz:

  1. No to trochę z tego wyszło, poza paroma błędami stylistycznymi, ładne z łezką w oku opowiadanie

    OdpowiedzUsuń

Jeśli skomentowałeś/aś dziękuję, to mnie motywuje.
Jeśli twój blog będzie ciekawy, zawsze zaobserwuję, więc nie musisz pisać o obserwowaniu.
Jeśli piszesz już któryś raz komentarz, nie musisz pisać adresu bloga.