sobota, 12 marca 2016

0.3. We will need someone to lean on

Poszedłem do salonu. Ama i Ame przysypiały na kanapie, leżąc na sobie wzajemnie, a Barbarcia spała w najlepsze na swoim kocyku wśród zabawek, łapczywie przytulając się do naprawionego autka. Chwyciłem ją i podniosłem, starając się jej nie obudzić. Zaniosłem ją do pokoju, przebrałem w piżamę i położyłem do łóżeczka, zapalając lampkę nocną. Pocałowałem ją w czółko i wyszedłem, przymykając drzwi. Idąc na dół minąłem tatę niosącego jedną z bliźniaczek. Ja wziąłem drugą i zaniosłem do pokoju. Pomogłem im się przebrać, podczas gdy tata ścielił im łóżka. Gdy już leżały w swoich "legowiskach" chciały się przytulić. Przytuliłem i, tak jak Barbarę, pocałowałem w czoło. Wyszedłem, zostawiając tatę z nimi i ruszyłem do salonu. Usiadłem na kanapie przed telewizorem, włączając jakiś program, leciała jakaś tandetna komedia z romansem bez sensu. Po chwili tata dołączył do mnie z dwoma parującymi kubkami. Jeden dał mi, była to owocowa herbata, którą wręcz kocham. Zmieniłem pozycję na wygodniejszą. Opierałem się plecami o podłokietnik, a nogi miałem przyciągnięte do siebie, chciałem zachować całe ciepło herbaty. Nie minęło pięć minut, a wypiłem już cały kubek. Tata przełączył na jakiś program, na horror, akurat ten który stale unikam.
Przyznaję się wielu horrorów się bałem. I wielu innych rzeczy :(
Tata naprawdę, czasem wykorzystuje różne rzeczy przeciwko mnie, te których się boję, ale najczęściej filmy, których unikam. Teraz chce zostać sam, żeby... w sumie nie wiem po co. Ale tym razem się nie poddam. Zjechałem trochę niżej, głowę miałem na poduszce, a nogi prawie na nogach taty, ale cóż jak niski jestem, to i krótkie nogi mam. Jednak i tak popatrzył na mnie złowrogo, na co odpowiedziałem mu uśmiechem i chyba zrezygnował z ochrzanienia mnie. Oglądaliśmy film, którego tata nadal nie przełączył, pomimo moich próśb. W strasznych momentach wzdrygałem się lub podskakiwałem i zamykałem oczy.
I tata śmiał się ze mnie, bardzo otwarcie, co miałem mu za złe.
Powoli robiłem się senny, aż w końcu zasnąłem. Nie martwiłem się, czy będę spał na kanapie, czy na swoim łóżku, wszędzie tak samo wygodnie.

TATA KRZYŚKA (OLEK):
Kiedy skończył się film, zauważyłem, że Krzysiek zasnął, zresztą jak zawsze. Chwyciłem pierwszy lepszy koc i go nim przykryłem.
Trafiło na koc Barbarki, różowy w kolorowe miśki :D Zwykle, zanosiłem go do łóżka, ale tym razem nie miałem siły. Było dużo roboty w warsztacie.
Przełączyłem na inne programy by zobaczyć co jest, ale gdy niczego ciekawego nie zauważyłem, wstałem i zaniosłem do kuchni puste kubki. Włożyłem wszystkie brudne rzeczy do zmywarki. W tym samym czasie usłyszałem jak włącza się mechanizm garażu. Otwierały się drzwi wjazdowe, wjechał samochód, a potem kilka piknięć i się zamykały. Po chwili otworzyły się drzwi do garażu i rozległ się stukot obcasów o płytki korytarza. Wyszedłem na korytarz, żeby przywitać się z żoną, która właśnie wróciła z pracy.
- Cześć skarbie. Trudny klient? -pocałowałem Kate w policzek.
- Nie. Okazało się, że odnalazł się dokument, którego brakowało do sprawy. Był w domu na biurku pana domu. Jacy ludzie są teraz nieogarnięci.
- Na szczęście chociaż my jesteśmy ogarnięci -spowodowałem uśmiech na twarzy kobiety, która miała lekko krzywą minę- Co zjesz?
- A wy co jedliście?  -spytała mnie, po tym jak pocałowała w policzek.
- Tosty. Nic nie zostało, Krzysiek nie wiedział kiedy wracasz.
- Wiem, mówiłam mu, że mogę wrócić późno.
- Zrobię ci coś do jedzenia, ok?
- Dobrze. Przebiorę się i zerknę do dzieciaków -przytaknęła i poszła w górę schodów.
Gdy znalazłem się w kuchni, starając się być cicho, by nie obudzić syna, wyciągnąłem potrzebne składniki, talerze i sztućce. Postanowiłem przygotować ulubioną potrawę żony, tj. naleśniki amerykańskie z kostką masła polane syropem klonowym. Już kładłem jej porcję na stół, kiedy Kate weszła do pomieszczenia.
- Nie mogłeś Krzysia wygonić do pokoju, czy się wcisnął? -zadała pytanie, które już się pojawiło kilkakrotnie w tym tygodniu.
- Był od początku, a nie zauważyłem, że zasnął, no to zostawiłem go. Nie martw się, zaniosę go.
- Właśnie się tym martwię, bo pomimo jego wieku, dalej możesz go nosić -twarz przeciął grymas, ale po chwili pojawił się uśmiech- ale to znaczy, że dalej będzie naszym chłopcem, którego pokochałam.
Nagle rozległ się huk i jęk. Zaśmiałem się, kiedy zorientowałem się skąd dochodzi ten dźwięk, po chwili i Kate się ze mną śmiała.
- Może i tego nie słyszę, ani nie widzę, ale moglibyście przestać się śmiać i pomóc mi się rozplątać z tego czegoś? -usłyszeliśmy głos dochodzący zza ściany i nie mogliśmy się powstrzymać od dalszego śmiania się- Serio to już nie jest śmieszne...
Usłyszałem podejrzane drżenie głosu, więc zaraz znalazłem się przy synu. Wyglądał komicznie, leżał na podłodze, zaplątany w kocyk Barbary, jednak zaraz spoważniałem. Na policzku miał rozcięcie, z którego kapała krew i tworzący się siniak. Jak go tylko rozplątałem i podniosłem, zauważyłem, że mimowolnie przyciska rękę do piersi. Po chwili Kate pojawia się obok nas na kanapie, z apteczką w ręku. Zabrała się za oczyszczenie ranki na policzku, a ja sprawdziłem jego rękę, która powoli robiła się fioletowa. Jak tylko lekko nią ruszyłem, Krzyś jęknął, byłem zmartwiony. Jednak byłem pewien, że nie złamał ręki, już się spotkałem z tym przypadkiem. Będzie miał wielkiego siniaka i niemożności ruszenia ręką przez jakiś tydzień.
- Och, ty moja ciamajdo. Byłby to cud, gdy jeden dzień był, bez choćby jednej wywrotki, jednego siniaka -Kate też była zmartwiona.
- Musimy unieruchomić Ci rękę. Chyba będziesz musiał nosić temblak.
- Nie! Żadnego temblaka. Ja nie chcę. Nic mi nie... -nagle zamilkł, gdyż chwyciłem go za podbródek, by popatrzył w oczy.
Widząc moje oczy, rozluźnił się i poddał, spuścił oczy i wymamrotał "przepraszam". Bez wahania wstałem i poszedłem to korytarza. Chwile szukałem czegoś w szafce, aż w końcu wyciągnąłem bandaż i temblak. Kiedy wróciłem do salonu Krzysiu już miał plaster na policzku, a Kate go obejmowała, głaszcząc po włosach.
Krzysiu chyba nigdy z tego nie wyrośnie. Na szczęście jest samodzielny, nawet na tyle, żeby mógł spokojnie zająć się siostrami, inaczej bym tego nie zniósł. Nastoletni syn, który potrzebuje bliskości, takiej jak małe dzieci i jeszcze niesamodzielność, to by już była przesada.
Podszedłem do nich. Krzysiek podniósł na mnie wzrok, było w nim błaganie. Nienawidził bandaży i temblaków. Przeżył już w swoim życiu tyle złamać i skręceń, ze naprawdę już sam siebie ma dość.
Byłem nieustępliwy, jeżeli chodzi mojego syna i jego zdrowie, więc nic nie robiłem sobie z jego szczenięcego spojrzenia, chociaż zdarzały się przypadki, kiedy ulegałem temu spojrzeniu. Ale nie dziś, oj nie dziś.

3 komentarze:

  1. Ciekawie się czyta! Czekam na następny post. :)
    http://mateslifex.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. świetny post :D

    Zapraszam: http://velina-blog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Haha, już nie uległ temu spojrzeniu :D


    Zapraszam do siebie! http://the-fight-for-a-dream.blogspot.com/ Każdy nowy komentarz jak i obserwator wywołuje uśmiech na mojej twarzy :)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli skomentowałeś/aś dziękuję, to mnie motywuje.
Jeśli twój blog będzie ciekawy, zawsze zaobserwuję, więc nie musisz pisać o obserwowaniu.
Jeśli piszesz już któryś raz komentarz, nie musisz pisać adresu bloga.