niedziela, 29 listopada 2015

"Nowe życie cz.1" Zuzanna Jędrusik

Tak pokrótce, przedstawiam wam mój kryminał, który musiałam napisać na J. Polski. Dostałam z niego -bardzo dobry. Postanowiłam wam go pokazać, wszystkie błędy, zaznaczone przez nauczyciela i znalezione przeze mnie, poprawione *nie powinno już być żadnych błędów, jednak jeśli jakiś znajdziecie, piszcie, nie obrażę się*. Opowiadania podzieliłam na 2 części, bo to ma 7 stron A4, a wątpię byście chcieli to czytać tak długo. Jutro kolejna część.
A o to i moje dzieło. A! I od razu mówię, główny bohater jest studentem *niektórzy nie potrafią tego wyczytać*


*****

A
leksander Bukowski ze słuchawkami w uszach przegrzebywał torbę w poszukiwaniu kluczy. Kiwał głową w rytm muzyki zespołu „Metallica”. Była godzina szósta wieczorem, dopiero co skończyły się wykłady na Akademii, a nie spodziewał się, żeby jego przyjaciółka jeszcze była w biurze, więc wrócił prosto do domu. Kiedy w końcu odnalazł klucze, otworzył drzwi. Już na progu zaczął się rozbierać, więc nie tracąc czasu kopniakiem zamknął drzwi i wyruszył w głąb mieszkania pogrążonego w ciemnościach. Na podłodze były tylko smugi lamp ulicznych, które rozświetlały ulicę, po której chodziło jeszcze sporo ludzi wracających do domu. Aleksander, dla znajomych Olek lub Aleks, zapalając światło rzucił torbę, gdzieś w okolice biurka. Zasłonił rolety i wchodząc do aneksu kuchennego, włączył czajnik z wodą i przygotował kubek z torebką herbaty. Idąc do sypialni, przechodząc przez salon, zauważył białą, ostro odbijającą się od ciemnej powierzchni biurka, kopertę.
Po przebraniu i zalaniu herbaty, usiadł wygodnie na fotelu i sięgnął po kopertę. Spojrzał na jej wierzch. „Detektyw Bukowski” było napisane czerwonym pisakiem, typowo kobiecą ręką. Obejrzał kopertę ze wszystkich stron i nie zauważył podpisu nadawcy, ani żadnej innej informacji. Otworzył, starając się nie podrzeć papieru, który mógł zawierać ukryte wiadomości. W środku na pierwszy rzut oka, można było zauważyć zwitek papieru, cały zapisany i coś jak fotografia, i się nie pomylił. Wyciągnął zwitek, będącym najwyraźniej listem zapisanym w pośpiechu.
„Panie Bukowski,
Chciałabym Pana poprosić o pomoc. Zaginął mój podopieczny. Sądzę, że został porwany. Nie dostałam żadnych informacji, gróźb czy żądań. Podopieczny ma na imię Tobiasz, załączyłam zdjęcie do listu. Tobi nie jest moim synem, ani nawet rodziną, przygarnęłam go z Domu Dziecka. Jestem zaniepokojona, zawsze jak znikał na kilka dni, mówił gdzie jest i ile go nie będzie. Ale tym razem nie dostałam od Niego żadnych informacji. Nie mogę się z nim skontaktować, a kiedy próbuję się dodzwonić, słyszę tylko komunikat, że abonent czasowo niedostępny. Nie widziałam go, odkąd pożegnałam się z nim pod szkołą, dokładnie 10 dni temu. Bardzo proszę pana o kontakt ze mną, kiedy pan to przeczyta. Bardzo mi zależy na tym chłopcu, jest mi bardzo bliski.
Mój e-mail: lauraszkolna@gmail.com,  a numer telefonu: 456-091-567.
Laura Szkolna”
Aleks zerknął na zdjęcie. Zauważył chłopaka niewiele młodszego od siebie, może szesnaście, siedemnaście lat. Przenikliwe zielone oczy, blond włosy z ciemnymi pasemkami, ciemniejsza karnacja, niezbyt dobrze zbudowany, ale też nie chuderlawy. Zdjęcie zrobione chyba z zaskoczenia, ponieważ osoba na zdjęciu miała zaskoczony wzrok i lekko rozchylone usta. Chłopak wydawał się mu trochę znajomy, kojarzył go skądś, jakby gdzieś się przewinął na ulicy czy w metrze. Detektyw przetrawił informacje, które już miał, dopił herbatę z kubka i sięgnął po telefon z kieszeni torby. Zastygł z kciukiem nad klawiaturą, chcąc się upewnić, czy podoła temu zadaniu. Jednak po chwili można było w pokoju usłyszeć dźwięk wstukiwania w klawiaturę, a następnie męski głos mówiący do rozmówcy po drugiej stronie telefonu.
- Dzień dobry, z tej strony Detektyw Aleksander Bukowski. Czy rozmawiam z panią Laurą Szkolną?... Chciałbym się z panią umówić na spotkanie.
*****
Detektyw Bukowski siedział w swoim gabinecie już od siódmej rano. Jego sekretarka, pełniąca jeszcze funkcję asystentki i będąca jego przyjaciółką z dzieciństwa, była zaskoczona obecnością swojego „szefa”, kiedy przyszła o tej godzinie, o której zaczyna, czyli ósma rano. Aleksander, zauważywszy ją, poprosił o jak najszybsze przyniesienie mu dokumentów, które ma wypełnić i podpisać, bo jak powiedział, ma sprawę i musi być wolny od papierów, trzymających go w biurze. Paulina, jego sekretarka, uwinąwszy się z bałaganem na jej biurku, przyniosła mu dwa stosy dokumentów, o które prosił. Na ich widok Olek, westchnął i bez słowa zabrał się za czytanie, wypełnianie i podpisywanie. Chciał się z tym szybko uwinąć bo o godzinie 9.30 miała przyjść pani Laura w sprawie zaginięcia Tobiasza.
Punkt godzina 9.30 zadzwonił dzwonek do drzwi, a potem rozległo się pukanie do drzwi gabinetu.
- Proszę – powiedział detektyw, nie odrywając się od dokumentów.
- Dzień dobry, panie Bukowski – na dźwięk delikatnego głosu, mężczyzna oderwał się od papierów i spojrzał na kobietę.
Była nieznacznie starsza od niego, elegancko ubrana. Sądząc po tym jak ściskała torebkę w ręce, mocno podenerwowana.
- Panna Laura, tak? Witam. Proszę usiąść… Coś do picia? Herbata, kawa? –zaproponował swojemu gościowi.
- Pana asystentka już mi proponowała, poprosiłam o kawę. Możemy już zacząć rozmowę o Tobiaszu? Bardzo się o niego martwię, chcę jak najszybciej to załatwić.
- Oczywiście, proszę pani.
*****
- Paulina? Mogłabyś coś dla mnie sprawdzić? Dzisiaj się nie pojawię w biurze. Muszę zacząć działać w terenie – Aleksander próbował wyjaśnić przyjaciółce swoją nieobecność, jednocześnie prosząc ją o przysługę - Paula! Słuchaj. Zadzwoń do szkoły Tobiasza, skontaktuj się z dyrektorem, spróbuj się dowiedzieć coś o ocenach, zachowaniu itd. Jeżeli Ci się nie uda to pójdź tam, dobrze? I o wszystkim mnie informuj.
- Olek… Uważaj na siebie. Jeżeli coś Ci się stanie, zabronię Ci pracować jako detektyw, okej? Trzymaj się!
*****
- Dzień dobry pani Lauro. Przyszedłem przeszukać pokój Tobiasza. Poinformowałem już panią o tym.
- Tak, oczywiście, proszę bardzo. Schodami w górę, drugie drzwi po prawej.
- Dziękuję.
Detektyw wszedł na górę rozglądając się wokoło i starając się jak najwięcej zapamiętać. Zauważył brak zdjęć wiszących na ścianach czy stojących na szafkach, prócz jednego. Przyjrzał się mu. Na zdjęciu była pani Laura obejmowana przez jakiegoś mężczyznę, bardzo podobnego do niej, otoczonych przez dużą grupkę dzieci, a w tle budynek z cegły, uderzająco przypominający Dom Dziecka, dwie przecznice stąd. Zrozumiał, że pani Laura była pewnie opiekunką lub nauczycielem, a ten mężczyzna to jej brat lub kuzyn.
Będąc już na górze, zauważył kolorowe drzwi, jakby pomalowane przez dziecko. Plamy farby były wszędzie, nie mające żadnego sensu. Były to drzwi do pokoju Tobiasza. Ostrożnie je otworzył na oścież. W pokoju panowała jasność w porównaniu do holu, który był pogrążony w ciemności pomimo obecności okna. Pokój był typowy dla nastolatka. Gdzieniegdzie porozwieszane plakaty różnych zespołów, m.in. Metallica. Na biurku panował względny porządek, typowy dla spokojnego chłopaka. Nic nie wyglądało podejrzanie. Sprawdził, czy nic nie ma pod pościelą lub poduszką. Znalazł zeszyt w czarnej okładce. Na okładce był interesujący rysunek namalowany białą kredką, przedstawiał znajomy krajobraz. Wyjrzał na balkon i spostrzegł ten sam widok co na zeszycie. Przypomniał sobie, że on ma tą samą scenerię przed oknem swojego gabinetu. Otworzył zeszyt na ostatniej zapisanej stronie, nie chciał czytać prywatnych zapisków, które w żaden sposób nie pomogą mu w śledztwie. Przeczytał ostatnie przemyślenia Tobiego i raczej nie znalazł żadnej wskazówki oprócz tego, że ma tajemniczego znajomego, którego nazywa „Ktosiem”. Chłopak wyznaje, że zaprzyjaźnili się, ale on nie podał mu swojego imienia. Tobiasz również mu się nie przedstawił, tylko że on już znał jego imię, więc to nie było tajemnicą.
Rozejrzał się jeszcze raz po całym pokoju i spostrzegł fotografię w ramce, zupełnie nie pasującej do otoczenia. To przyciągnęło jego uwagę. Spojrzał na zdjęcie, grupka nastolatków stojących pod jakimś pomnikiem.
- Pewnie wycieczka – wymruczał pod nosem.
Chwycił ramkę w ręce i zerknął na jej tył. Zobaczył wystającą kartkę, więc ją wyciągnął.  Były na niej jakieś dziwne znaki, nie wiedział co to jest, wziął ją i schował do notesu, w którym zapisał wszystkie swoje spostrzeżenia.
Wychodząc z mieszkania, zapytał pani Laury, gdzie była ta wycieczka, która została uwieczniona na zdjęciu w wyróżniającej się ramce. Pani odpowiedziała, że nie wie nic o żadnej wycieczce, ale dodała, że może nie wiedzieć, bo często Tobiasz jedzie na wycieczki bez jej wiedzy. Jednak, zawsze się dowiadywała potem na spotkaniach z nauczycielami lub rodzicami kolegów czy koleżanek z klasy.
*****
Mogło coś źle się sformatować, ale może przeżyjemy tą katastrofę xD
Dobranoc.

3 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. No. Czasem warto wysilić swój leniwy móżdżek, by coś stworzyć. Sądziłam, że to będzie koszmarne, ale gdy potem to czytałam jeszcze raz (czyt. wczoraj) stwierdziłam, że to jest niesamowite.

      Usuń
  2. Nieźle się zaczyna, detektyw się rozkręca, zaraz czytam następny rozdział

    OdpowiedzUsuń

Jeśli skomentowałeś/aś dziękuję, to mnie motywuje.
Jeśli twój blog będzie ciekawy, zawsze zaobserwuję, więc nie musisz pisać o obserwowaniu.
Jeśli piszesz już któryś raz komentarz, nie musisz pisać adresu bloga.