środa, 2 września 2015

0.2. We will need someone to lean on

Wróciwszy, zerknąłem do lodówki, by sprawdzić czy jest wszystko, co ma być.
- Dobra. Ame, Ama i Barbra. Co zjecie, skarby? I żadnych płatków z mlekiem, bo nie będzie na śniadanie.
- Ymm… Ja chcę tosty -Ame zgłosiła się jako pierwsza.
- Jakieś słowo? -spytałem, bo chciałem je dobrze wychować.
- Plosę.
- Proszę bardzo. Ama, a ty to samo, czy coś innego?
- To siamo! Plose.
- Dobrze. Barbarcia?
- Banana!
- Banana zjemy na podwieczorek. Zjesz tosty bez skórki? Z syropem klonowym?
- Tak, aneli -a miałem nikłą nadzieję, że tego nie powie.
Jak Babra mówi na moje włosy „gholki”, tak na mnie mówi „aneli”, zamiast Angel, gdyż nie potrafi dobrze wymawiać „dż”.
- Nie mów aneli na Ksysia, Balbalcia! -Ama nie zgadzała się z tą nazwą.
- Aneli!
- Dziewczyny, proszę! Możemy jeden dzień spędzić bez wykłócania się o to jak mnie nazywacie?
- Dobla.
- Tak.
W końcu w spokoju mogłem wziąć się za robienie tostów. Z lodówki wygrzebałem karton mleka i kilka jajek. Postawiłem to na blacie i schyliłem się do szafki po głęboki talerz.
Ze względu na mój niski wzrost, Kate, wszystkie rzeczy, z których korzystam, gdy robię posiłki sobie i dziewczynom, przeniosła, albo na niższe półki, albo do szafek pod blatem.
Wbiłem kilka jajek do miski, nalałem mleka i lekko zmieszałem. Dodałem odrobiny soli i zacząłem trzepać, aż do czasu, kiedy jajko połączyło się z mlekiem i tworzyły w miarę jednolitą ciecz. Wyciągnąłem chleb i położyłem na talerzu obok miski. Patelnie, którą wyciągnąłem przy okazji, postawiłem na palniku, który uruchomiłem, nalałem trochę oleju i czekałem, aż się zagrzeje. Amelia, która była najstarsza z dziewczyn, wstała od stołu i podeszła do szafki z talerzami, wyciągnęła małe talerze sztuk cztery i rozłożyła każdemu na swoich miejscach. Wróciła się by wziąć widelce, które jej wyciągnąłem. Amanda, także wstała od stołu i podeszła do mnie. Poprosiła o cukier, który jej podałem wraz z łyżeczką. Wyciągnąłem też z lodówki ketchup i syrop klonowy, by dziewczyny mogły już wziąć do stołu. Czując, iż patelnia się już nagrzała, włożyłem dwie kromki do mleka z jajkiem, porządnie namoczyłem i położyłem na rozgrzanym rondlu. I tym sposobem upiekłem dwie duże i siedem małych kromek do jedzenia. W mleku zostawiłem jeszcze trzy kromki, które zostawiłem dla taty, wiedząc, że za chwilę powinien już być w domu. Rozdałem po jednej kromce każdej siostrze i nałożyłem to co chciały: Barbarka syrop klonowy, Ame i Ama cukier. Jednak zanim nałożyłem Barbarze dodatek, odkroiłem skórkę i pokroiłem w małe kawałki, żeby mieć pewność, że łatwo zje.
Siostry "rzuciły" się na jedzenie. Widać, że są głodne. Sobie nałożyłem ketchup i rozsmarowałem nożem. Ugryzłem trzy kęsy, kiedy przypomniałem sobie o piciu. Upewniłem się, co dziewczyny chcę do picia i wlałem mleko do czterech kubków, które wyciągnąłem z szafki. Wsadziłem do mikrofali i ustawiłem czas. Wygrzebałem opakowanie kakao i wyciągnąłem łyżeczkę z szafki. Po dwóch minutach mikrofalówka zapikała. Sprawdziłem czy mleko jest dość ciepłe. Dałem Barbarce kubek, a do reszty wsypałem po trzy łyżki kakao, zamieszałem i podałem dziewczynom. Usiadłem na swoim miejscu i zacząłem jeść tosta, który zrobił się letni. Bliźniaczki skończyły jeść pierwszego i zaczynały drugiego, tym razem z ketchupem.
Jak skończyłem, przygotowałem drugiego tosta najmłodszej i sam wziąłem się za resztę swoich tostów, popijając kakaem. Po chwili usłyszałem otwieranie drzwi i brzęk kluczy odkładanych na szarkę. W progu drzwi pojawił się tata. Podszedł do stołu, pocałował córki w czubek głowy, a mi poczochrał włosy, jak zawsze na powitanie.
- Jesteś głodny? -spytałem się- Zostawiłem Ci tosty, mogę zrobić.
-Troszkę. Siedź i jedz. Sam sobie zrobię.
- Okay.
- Barbarcia, zjadłaś już? -spytał się najmłodszej.
- Tak, tatusiu. Naplawiles mi ałtko?
- Tak, kochanie. Zostawiłem Ci w salonie.
- Dziekuję, tatusiu!!!
Tata ściągnął Barbarę z krzesełka i dopilnował, żeby wylądowała w salonie na swoim kocyku. Przez chwilę nie pojawiał się w kuchni, ale wrócił już przebrany w strój po domu. Stanął przed kuchenką i zaczął przygotowywać sobie kolację. Ama i Ame podziękowały za posiłek i wyszły do salonu oglądnąć jakieś kreskówki. Wysłuchiwałem dźwięków telewizora, żeby się upewnić, że oglądają odpowiednie programy. Oglądały Kubusia Puchatka, więc po chwili w zabawę misia włączyła się Barbara. Zjadłem ostatnie tosty, chociaż z trudem, jednak byłem pod czujnym okiem taty, więc byłem zmuszony zjeść.
Zacząłem ogarniać kuchnię, żeby nie wyglądała jak po pobojowisku, Kate by się wściekła. Po chwili usiadłem naprzeciwko taty, który popijając kawą, jadł swoje tosty.
- Smacznego -powiedziałem, uśmiechnął się z pełną buzią w odpowiedzi.
- Jak w szkole? -zapytał, kiedy już przełknął.
- Dobrze. Pani oddawała sprawdziany.
- Z czego?
- Z fizyki i matematyki. Dostałem piątki.
- Gratuluję. Coś jeszcze?
- Pani się pytała, czy nie chciałbym chodzić na jej zajęcia dla zdolnych uczniów z matematyki i fizyki.
- Możesz się zgodzić. Nie chodzisz na, żadne zajęcia oprócz basenu, który masz w weekendy i jazdy konnej także w weekendy. A siostrami nie musisz zawsze się zajmować.
- Zapisałem się. Zresztą są one rano, wtedy kiedy moja klasa ma WDŻ i religię, na które nie chodzę.
- Czyli...?
- Poniedziałek- fizyka i czwartek- matematyka.
- Dobrze. Jak będziesz czegoś potrzebował to mów, okey?
- Tak.
- Teraz trza dziewczyny do łóżka wygonić, zbliża się dziewiąta. Jutro ty zaprowadzisz je do przedszkola, a masz na pierwszą lekcję, prawda?
- Tak. Już idę.
***
Mam dalej, ale stwierdziłam, że będzie za długie. Prawdopodobnie, będzie to zwykła obyczajówka, bo za bardzo kocham tych bohaterów, żeby cokolwiek z nimi zrobić, przykro mi :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli skomentowałeś/aś dziękuję, to mnie motywuje.
Jeśli twój blog będzie ciekawy, zawsze zaobserwuję, więc nie musisz pisać o obserwowaniu.
Jeśli piszesz już któryś raz komentarz, nie musisz pisać adresu bloga.